W Hetmanie spędziłem prawie dwadzieścia lat, a kibice zawsze byli z nami na dobre i na złe.

23/07/2024

Mariusz Pliżga do drużyny seniorskiej Hetmana dołączył nie mając nawet piętnastu lat. Popularny „Mały” w wywiadzie wspomina m.in. okres gry w drużynie z Zamościa, który z kolegów z zespołu zrobił na nim największe wrażenie, a także jakie kluby się nim interesowały.

Dla kibiców w Zamościu jest Pan legendą. Jak to jest być nią jeszcze za życia?

Cieszę się, że kibice tak o mnie mówią, doceniają grę i tyle lat spędzonych w Hetmanie. Jestem z tego powodu bardzo dumny. Wielką sprawą było dla mnie również to, że kibice przez pewien okres wywieszali flagę z moją podobizną. W Hetmanie spędziłem prawie dwadzieścia lat, a kibice zawsze byli z nami na dobre i na złe. Graliśmy jedenaście lat na zapleczu ekstraklasy, co było na pewno zapamiętane. Dla klubu był to na pewno najlepszy okres.

Zagrał Pan wiele spotkań w barwach Hetmana. Które z nich najbardziej zapadło w pamięci Mariusza Pliżgi?

Jest to bardzo trudne pytanie, bo dla Hetmana rozegrałem kilkaset spotkań. Jeśli miałbym wybierać, to spotkanie z Jagiellonią na wyjeździe w Białymstoku. Ja strzeliłem dwie bramki i ostatecznie wygraliśmy 2:1. Po tym triumfie kibice spekulowali nawet, że możemy włączyć się do gry o awans do ekstraklasy. Oprócz tego pamiętam bramki rzadkiej urody z Polonią Warszawa, Stal Stalową Wolą i Radomiakiem Radom.

Można powiedzieć, że najlepszy swój okres piłkarski poświęcił Pan Hetmanowi. Nie żałuje Pan, że nie odszedł do większego klubu?

Absolutnie nie żałuję! Do Okocimskiego Brzesko odszedłem, ale to chodziło bardziej o sprawy finansowe. Miałem rodzinę na utrzymaniu i chciałem zapewnić im lepszy byt. Zarobiłem tam przez pół roku tyle co w dwa lata grając dla Hetmana. Z klubem z Zamościa także negocjowała Polonia Warszawa. Słyszałem także o zainteresowaniu Legii Warszawa, ale bez większych konkretów. Piłkarsko pół roku w Brzesku było na pewno czasem straconym.

W 1992 roku w Zamościu młodzieżowa reprezentacja Polski rozegrała towarzyski mecz z Ukrainą, a Pan okazał się objawieniem zdobywając dwie bramki. Jak to się stało, że po takim występie okraszonym golami więcej Pan nie wystąpił w kadrze?

Rok 1992 był najlepszym w moim życiu. Urodziła mi się córka Patrycja, a Hetman zaliczył historyczny awans do II ligi. Ja strzeliłem dwie bramki z Ukrainą, ale to była już końcówka kadry tego rocznika. Niektórzy przeszli już do seniorskiej piłki, na przykład tacy zawodnicy jak Piotr Świerczewski, Radosław Majdan czy Tomasz Hajto.

Był Pan w stanie wyżyć z pensji w Hetmanie?

Oczywiście i jeszcze można było odłożyć. Mieliśmy pensję oraz premie za wygrane mecze ligowe i pucharowe. Był również okres, że nie było z tym dobrze, bo były poślizgi.

Atmosferę na jakim stadionie zapamiętał Pan najbardziej?

Nigdy nie zapomnę atmosfery na stadionie przy ulicy Bułgarskiej w Poznaniu oraz na jeszcze starym stadionie Legii Warszawa. Takie momenty pamięta się do końca życia.

Który z zawodników Hetmana zrobił na Panu największe wrażenie?

Przez tyle lat gry nie widziałem piłkarza, który ma takie umiejętności i grę głową jak Vladimir Kobzev. Oprócz tego chciałbym jeszcze wyróżnić Zdzisława Prejbusza od którego nauczyłem się dyscypliny i kultury gry. Uważam, że w historii klubu jest to jedna z najwybitniejszych postaci.

Jak wspomina Pan epizod w USA?

To nie był epizod, a ja poleciałem tam za pracą. Zadzwoniłem do trenera klubu Stal Mielec Nowy York i zacząłem tam trenować, a później grać. Wywalczyliśmy tam awans do wyższej ligi. Zostałem wybrany nawet najlepszym piłkarzem w tamtym sezonie. Podczas gali na zakończenie sezon odebrałem nagrodę z rąk samego Włodzimierza Lubańskiego. Oprócz gry w piłkę wykonywałem tam jeszcze prace remontowe.

Hetman ma Pan dalej mocno w sercu?

Oczywiście, że mam. Jestem stąd i los klubu, w którym grałem przez tyle lat nie jest mi obojętny. Kiedyś OSiR był dla mnie drugim domem.

 Pod koniec kariery występował Pan m.in. w Gryfie Gmina Zamość, Ostoi Skierbieszów czy Perle Deszkowice. Aż tak ciężko było rozstać się z piłką i czy życie bez niej jest trudne?

Prawie do pięćdziesiątki byłem grającym trenerem. Teraz po przekroczeniu pół wieku mi się po prostu nie chce (śmiech). W pewnym czasie trzeba było przestawić się na życie bez piłki i zająć się po prostu pracą zarobkową. Wbrew pozorom na początku wcale nie było to łatwe.

Hetman w przyszłym sezonie będzie grał na poziomie IV ligi. Pana zdaniem klub z Zamościa zaistnieje jeszcze na piłkarskiej mapie Polski?

Chciałbym jeszcze dożyć takich czasów, żeby pójść na takie mecze jak z Wisłą Kraków, Lechem Poznań czy Legią Warszawa. Ja zawsze Hetmanowi będę życzyć jak najlepiej, żeby grał jak najwyżej. Na pewno przyszły sezon jako beniaminek IV ligi wcale nie będzie łatwy. Czas pokaże jak daleko zajdzie ten projekt.

 Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Wróbel

NASTĘPNY MECZ

Tabela