
Wspominamy Zbigniewa Pająka
04/10/2024
Zbigniew Pająk zmarł 9 stycznia 2024 roku. Był jedną z legendarnych postaci Hetmana w jego 90-letniej historii. Kibice mówili o nim często „człowiek instytucja”, a w słowach, że w Hetmanie był on wszystkim i Hetman był dla niego wszystkim nie ma żadnej przesady. Ten krótki artykuł zawierający wspomnienia jego kolegów i podopiecznych z Hetmana to tylko cząstka historii, bo ile by nie napisać, to i tak dla mnie zawsze będzie za mało. Z mojej strony to oddanie szacunku i podziwu legendzie Hetmana, którą miałem przyjemność poznać. Tym, co nas łączyło było to, że Hetman był dla nas więcej niż klubem.
Urodzony 20 października 1954 roku w Kolonii Chromówka (woj. lubelskie) Zbigniew Pająk był wychowankiem Lublinianki Lublin, w której występował w latach 1968-1974. W latach 1974-1977 reprezentował Legię Warszawa, będąc zmiennikiem Piotra Mowlika. W drugoligowej Stali Stalowa Wola grał w latach 1977-1980. Grę w Hetmanie rozpoczął w 1980 roku jako piłkarz reprezentował biało-zielono-czerwone barwy przez 7 lat. Do Hetmana wrócił jako asystent trenera Włodzimierza Gąsiora w historycznym dającym awans do drugiej ligi sezonie 1991/1992. Jego podopiecznymi byli m.in. Janusz Dec, Mariusz Pliżga czy Grzegorz Płoszaj. Po raz kolejny w trenerskim duecie z Gąsiorem na ławce trenerskiej pojawił się w sezonie 2001/2002, w którym to Hetman bardzo długo postrzegany był jako kandydat do awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej. W tamtej drużynie występowali tacy piłkarze jak Artur Wąsacz, Seweryn Gancarczyk czy Marcin Pudysiak. W sezonie 2007/2008 tym razem to trener Przemysław Cecherz zaprosił do swojego sztabu trenera Pająka. I ponownie Hetman otarł się o awans do wyższej ligi. W drużynie Hetmana grali wtedy Łukasz Sękowski, Marek Piotrowicz czy Prejuce Nakoulma. Nie da się ukryć, że osoba Zbigniewa Pająka zawsze kojarzyć mi się będzie z mocnym piłkarsko Hetmanem i wieloma niezapomnianymi widowiskami przeżytymi na zamojskim stadionie.
Zbigniew Pająk to jednak nie tylko trener Hetmana, bowiem pełnił w naszym klubie szereg innych ról. Prowadził drużynę kobiecą, sprawował funkcję wiceprezesa oraz dyrektora klubu. Te nie zawsze przypadały już na czasy świetności Hetmana. Często to właśnie on podejmował się trudnych zadań organizacyjnych na wielu płaszczyznach, „gaszenia pożarów”, ale i walki o przetrwanie, by Hetman całkiem nie zniknął z piłkarskiej mapy polski. Mając Hetmana zawsze w sercu bywało, że nawet w pojedynkę robił wszystko, by trudna sytuacja klubu uległa poprawie. Tutaj doskonałym przykładem może być sezon 2009/2010, gdzie wspólnie z trenerem Andrzejem Orzeszkiem stworzyli drużynę z młodych, ambitnych chłopaków, na czele z kapitanem Markiem Fundakowskim. Sezon ten to niezapomniane boje w barażach o pozostanie w nowej II lidze czy też pucharowy pojedynek przy pełnych trybunach z Wisłą Kraków…
Zbigniew Pająk to przede wszystkim szkoleniowiec bramkarzy, który wychował wielu golkiperów, ale to najsłynniejsze nazwisko to na pewno były reprezentant Polski i wychowanek Hetmana, Przemysław Tytoń. Na długo zapamiętam radość i dumę Pana Zbyszka z występu Przemysława Tytonia, kiedy rozmawiałem z nim kilka tygodni po meczu Polski z Grecją. Zbigniew Pająk to postać nietuzinkowa, wyjątkowa i bardzo charyzmatyczna, która na zawsze odcisnęła swoje piętno dla Hetmana i piłkarskiej Zamojszczyzny. Królowej Jadwigi 8 to miejsce, gdzie trener Pająk zostawił kawał swojego serca i zawsze będzie miał tam swoje miejsce.
SPOŁECZNOŚĆ HETMANA BĘDZIE O PANU PAMIĘTAĆ!
A jak Zbigniewa Pająka zapamiętali jego podopieczni, podopieczne i koledzy z Hetmana?
Marek Pogódź (były piłkarz Hetmana):
Profesjonalista w każdym calu, zawsze robił wszystko na 100%, był przygotowany do każdego meczu i każdego treningu, a każda stracona bramka w meczu podlegała głębokiej analizie. Na treningach także nie było odpuszczania, nienawidził wyjmować piłkę z siatki czy to w meczach czy na treningach. Prywatnie zawsze elegancki, dusza towarzystwa, żartowniś, kawalarz….
Paulina Soroka (była piłkarka drużyny kobiecej Hetmana):
To właśnie pod skrzydłami Trenera Zbyszka zaczynałam swoją przygodę z piłką nożną w Hetmanie Zamość. Jego oddanie, charyzma i determinacja była dla mnie inspiracją. Zaszczepił we mnie nie tylko miłość do piłki, ale również niezłomność i życzliwość. Był zawsze pomocny i oddany. Do dzisiaj mam na szafie swoje pierwsze korki, które dostałam właśnie od niego. Jego pasja do piłki nożnej i nieugięta wiara w dążeniu do celu wprawiły, że zainspirował nie tylko mnie, ale również liczne osoby, które spotkał na swojej drodze. Dziękuję Ci Trenerze za każdy mecz, trening, za każdą cenną lekcję. Bardzo wiele Ci zawdzięczam. Do zobaczenia na niebiańskiej murawie…
Sebastian Krawiec (były bramkarz Hetmana w latach 2002-2005):
Z trenerem Pająkiem treningi były wymagające, ale zawsze pełne profesjonalizmu i pasji. Był skupiony na podnoszeniu umiejętności i rozwoju bramkarza, ale przy tym pozytywnie zakręcony. Po treningu zawsze służył pomocą. Często z nami rozmawiał, wspierał, motywował. Potrafił też zdjąć presje z zawodnika i zażartować. Uwielbiał się zakładać, ile strzeli bramek. Przy trenerze Pająku złapałem pewność siebie i wypłynąłem na szersze wody. Mieliśmy kontakt i zawsze jak wracałem do Zamościa mogłem z trenerem potrenować i utrzymać formę. Był zawsze ciekawy co u mnie i gotowy pomóc. Pamiętam, jak Przemek Tytoń zaczął z nami trenować. Marcin Mańka był wtedy pierwszym bramkarzem, a ja „dwójką”. „Titi” często miał problemy, żeby dokończyć trening, bo nie był przyzwyczajony do tak wymagających zajęć. Trener nie pozwalał mu się poddawać, a ja z „Mańkiem” motywowaliśmy go, żeby zasuwał, bo wiedzieliśmy, że efekty przyjdą. Odszedł od nas wspaniały trener i dobry człowiek – wielka szkoda. Miałem ogromna frajdę i przyjemność pracować pod jego okiem.
Jarosław Czarniecki (były piłkarz i trener Hetmana w sezonie 2020/2021):
Było między nami 21 lat różnicy wiec można powiedzieć, że całe pokolenie. Jako 6-letni chłopiec zacząłem chodzić na III-ligowego Hetmana, w którym bronił Zbyszek i robił to naprawdę dobrze. Gdy ja już grałem w seniorach Zbyszek zakończył karierę, ale nasze drogi niejednokrotnie się krzyżowały i dał się poznać, mimo różnicy wieku, jako pomocny sympatyczny starszy kolega, służący dobrą radą. Odszedł za wcześnie.
Tomasz Tomasik (były obrońca Hetmana, w latach 2006-2009):
Trenera Pająka zapamiętałem nie tylko jako bardzo dobrego fachowca, posiadającego dobry warsztat trenerski, ale przede wszystkim jako wspaniałego człowieka, mającego super kontakt z całą drużyną. W tych trudnych czasach, gdy klub się zmagał z ogromnymi problemami finansowymi i organizacyjnymi, rzeczy niemożliwe Trener potrafił zorganizować niemalże od ręki.
Patryk Dobromilski (bramkarz Hetmana):
O świętej pamięci Trenerze Pająku można powiedzieć same dobre słowa. Trener, który żył piłką i kochał to co robił. Miałem przyjemność być jego podopiecznym. Jako młodego chłopaka zabrał mnie na obóz z Hetmanem, który wtedy był na topie pod wodzą trenera Cecherza. Świetny trener bramkarzy, przy którym bardzo dużo się nauczyłem. Trener Pająk był człowiekiem niezwykle zasłużonym dla Hetmana i całej piłki na Zamojszczyźnie.
Przemysław Cecherz (trener Hetmana w latach 2007/2008):
Moje wspomnienie o Zbyszku zacznę od słów: „Ludzi tak oddanych, pracowitych, kochających swój klub, poświęcających całego siebie już niestety jest coraz mniej”. Zbyszek znał całą historię Hetmana Zamość. Bardzo zależało mu na dobru klubu, na drużynie, na kibicach. Hetman był u niego zawsze na pierwszym miejscu. Przychodząc do pracy w Zamościu poprosiłem Zbyszka, by został moim asystentem. On wziął na siebie rolę kierownika i rolę trenera bramkarzy. To był strzał w przysłowiową „dziesiątkę”. O nic nie musiałem się martwić. Cała organizacja była na jego głowie. Mogłem skupić się tylko na treningu i zawodnikach. Był doskonałym fachowcem od bramkarzy. Przemysław Tytoń grając za granicą, przyjeżdżał do nas raz na jakiś czas na trening i trenował indywidualnie ze Zbyszkiem. Bez Zbyszka trudno byłoby mi tak szybko się zaadoptować i tak dobrze poradzić sobie w nowym środowisku. Myślę, że w ogromnej części to, że zespół wtedy tak grał i funkcjonował było zasługą właśnie Zbyszka. Cieszyliśmy się bardzo, że przyciągnęliśmy na trybuny rzeszę wiernych kibiców, a jego łez po wygranym meczu z Górnikiem Łęczna nie zapomnę do końca życia. Gdy odszedłem z Hetmana cały czas mieliśmy ze sobą kontakt. Bardzo cierpiał z powodu problemów klubu. Miał o to duży żal. Kochał ten klub. Nie wierzył, że można tak traktować dobro wspólne Zamościan. Zamościan, którzy byli ogromnymi, lokalnymi patriotami. Przecież Zamość to Rynek i wspaniały Hetman. Jak może jednego zabraknąć? Bardzo źle, gdy odchodzą przyjaciele, bardzo źle gdy odchodzą tacy ludzie. Zamość stracił wspaniałego człowieka. „O bohaterach się pamięta, a legendy żyją wiecznie.” Zbyszku jesteś legendą Hetmana Zamość. Nigdy nie zapomnę. Apeluję do wszystkich kibiców Hetmana Zamość – Wam też nie wolno zapomnieć!
Andrzej Orzeszek (trener Hetmana w latach 2008/2009):
Ze Zbyszkiem pierwszy raz skontaktowaliśmy się pod koniec stycznia 2009 roku. Zbyszek zadzwonił z pytaniem, czy byłbym zainteresowany prowadzeniem drugoligowego Hetmana. W grudniu wygasła moja umowa ze Stalą Rzeszów, rozglądałem się za nową pracą, więc wyraziłem zainteresowanie propozycją. Przez cały luty byliśmy w kontakcie telefonicznym. Zbyszek nie czarował, jasno przedstawił sytuację finansową i organizacyjną (różowo nie było…). To czy Hetman wystartuje do końca nie była jasne. Na początku marca zadzwonił i powiedział „przyjeżdżaj, bierzemy się do roboty”. Zarówno Zbyszek jak i ja lubimy wezwania, więc od marca 2009 roku wspólnie walczyliśmy o przetrwanie Hetmana. Zbyszek starał się otwierać wszystkie drzwi, by można było normalnie funkcjonować, a jak były one zamknięte to wchodził oknem. Jak coś trzeba było załatwić, to to załatwiał, dla niego Hetman to całe jego życie. Sportowo byliśmy skazywani na pożarcie, finansowo było krucho, spora część zawodników opuściła klub, pozostali Baranowski, Margol, Sękowski, Kiema, Kita, Sawa, Sowa, doszli młodzi zawodnicy Grunt, Staszewski, Raduli, Kaczmarek, Rożej, Litwiniuk i Fundakowski, paru miejscowych chłopaków i trochę zdolnej młodzieży. Zbyszek, Krzysiu Rysak i ja staraliśmy się wydobyć z nich co najlepsze. Początek, mimo problemów był rewelacyjny – trzy zwycięstwa i remis, czego nikt się nie spodziewał. Pozwoliło to wszystkim uwierzyć w sens pracy i w to, że jesteśmy w stanie powalczyć z każdym. Na zakończenie rundy zajęliśmy 13. pozycję, która dawała nam prawo gry w barażu o utrzymanie. Po dwóch remisach 1:1 w Nadarzynie i 0:0 w Zamościu utrzymaliśmy II ligę dla Hetmana. Wielka w tym zasługa Zbyszka, dbał o dobrą dyspozycję bramkarzy, o skromne wynagrodzenia dla zawodników, organizację meczów zarówno u siebie jak i wyjazdowych, a pieniędzy brakowało na wszystko. Zaangażowanie zawodników dodawało ochoty i chęci, by się nie poddawać. Problemy nas nie opuszczały, sytuacja finansowa się nie poprawiała, kilku zawodników opuściło zespół i było wiadomo, że czeka nas kolejny sezon walki o przetrwanie. Jednak wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że nie wszystko będzie zależało od naszej postawy na boisku. Mimo problemów i młodego składu rundę jesienną zakończyliśmy jedno miejsce nad strefą spadkową. Był to ostatni mecz Hetmana na trzecim poziomie rozgrywkowym. Krótko po meczu dowiedzieliśmy się, że klub będzie postawiony w stan likwidacji, a my możemy szukać nowych miejsc pracy.
To, że Hetman przetrwał ten rok to ogromna zasługa Zbyszka. Chodził, prosił, ale w tym momencie nie mógł już nic zrobić. Pozostała złość i rozdarte serce. Zbyszek stanął przed ścianą, która była za gruba, żeby ją przebić.
Dobry bramkarz, trener, dyrektor, organizator. Ja natomiast wspólny spędzony rok w Zamościu, mimo problemów wspominam bardzo dobrze. Cześć Jego Pamięci. Hetman będzie pamiętał.
Ważną część przy tak wielkim oddaniu się pasji jaką jest futbol, stanowią najbliżsi. Wspomnieniami o swoim zmarłym Tacie dzielą się z nami córki Zbigniewa Pająka – Dagmara i Justyna.
Zwykłam mówić, iż największą miłością Taty była piłka nożna. Poświęcał się jej bez reszty, nierzadko dużym kosztem. Dla Hetmana Tata sprowadził nas do Zamościa, gdzie, szczególnie na początku, nie mieliśmy nikogo bliskiego. Praca w klubie była jednak dla Taty najważniejsza. Większość czasu spędzał na stadionie lub na obozach z drużyną – bywało, iż podczas wakacji widziałam się z Tatą tylko wtedy, gdy mnie z nich odbierał – najczęściej w drodze powrotnej z obozu. Pamiętam tę niezliczoną ilość proporczyków, skrupulatnie sporządzone notatki z meczów, karty zawodników, które często przeglądałam, nienagannie uporządkowane foldery z prenumeratą magazynu „Trener” (sięgające roku 1992) oraz Taty własnymi spostrzeżeniami. Mnóstwo pamiątek w postaci zdjęć, kalendarzy z wizerunkami zawodników Hetmana, płyt zawierających m.in. relacje z meczów i ten wszechobecny sprzęt sportowy: korki, piłki – w otoczeniu których nawet pozowałyśmy z siostrą do zdjęć – oczywiście za namową Taty. To jedynie namiastka tego, czym wypełniony był i wciąż jest nasz dom, czym żył Tata – Hetmanem i piłką. Pamiętam, jak znajomi żartowali, że mogę wyjść z domu tylko wtedy, gdy obronię, że w tym celu Tata zamontował bramkę w przedpokoju… Nie zapomnę również Taty podekscytowania, wzruszenia, ale i zdecydowanie zaskoczenia, gdy zadzwoniłam do niego z Londynu w drodze na mecz Polski z Anglią w 2013 roku. Powiedział wtedy, że może zobaczy mnie na trybunach podczas transmisji. Powiedziałam mu wtedy, że to nie niemożliwe – stadion wypełniony był 85 tysiącami widzów, w tym ponad 20 tysięcy polskich kibiców. Stało się jednak inaczej, a Tata natychmiast zadzwonił, żeby powiedzieć mi, że właśnie zobaczył mnie w telewizji. Zanotował dokładnie, że było to w 85 minucie. Tata zawsze bardzo cieszył się z każdego sukcesu, nie tylko Hetmana, ale także innych klubów, z którymi był związany. Dumnie i ze wzruszeniem dostawiał kolejne „trofeum” do swojej kolekcji. Niestety, tego ostatniego nie udało mu się odebrać. Choroba nie pozwoliła Tacie uczestniczyć w gali z okazji 85-lecia Hetmana, podczas której odznaczony został tytułem Honorowego Członka KS Hetman Zamość. Wiem, że byłby ogromnie szczęśliwy – wspomina Pani Dagmara.
Zbigniew Pająk dla mnie Tata, dla innych nauczyciel i trener. Mam dużo wspomnień, ale nie wiem, które jest pierwsze. Jedno z najodleglejszych, a może to pamiętam z opowieści, to ciepłe letnie popołudnie, stadion Hetmana, Tato w stroju bramkarskim i rękawicach, ja jako mała dziewczynka strzelająca mu gole… wtedy stadion wydawał mi się niewiarygodnie duży. Od najmłodszych lat Tata motywował i dopingował chciał – żebym poszła w jego ślady jako sportowca – próbując różnych dyscyplin, żeby znaleźć odpowiednią dla siebie. Padło na siatkówkę. Piłka nożna była prawdziwą miłością Taty oraz ogromną pasją, którą chciał zarazić swoich uczniów i wychowanków. Dopingował ich wszystkich w dążeniu do celu, motywował do ciężkiej pracy, aby zaowocowało to sukcesami. Rozpierała go duma, kiedy przychodziły awanse i sukcesy – dodaje Pani Justyna.
Możemy tylko żałować, że tak wyjątkowych postaci w futbolu czy innych dyscyplinach sportu jest niestety coraz mniej, a przecież jak pisał Melchior Wańkowicz „legendy to dopiero trwałe prawdy”.
Ze swojej strony największe podziękowania kieruję najbliższym pana Zbyszka – jego córkom: Pani Dagmarze i Pani Justynie oraz wszystkim tym, bez których ten artykuł by nie powstał.
Piotr Łaszkiewicz
NASTĘPNY MECZ
Tabela
KEEZA IV LIGA | ||
DRUŻYNA | PKT | |
1 | ![]() | 50 |
2 | ![]() | 46 |
3 | ![]() | 40 |
4 | ![]() | 39 |
5 | ![]() | 38 |
6 | ![]() | 36 |
7 | ![]() | 35 |
8 | ![]() | 32 |
9 | ![]() | 24 |
10 | ![]() | 24 |
11 | ![]() | 21 |
12 | ![]() | 21 |
13 | ![]() | 19 |
14 | ![]() | 16 |
15 | ![]() | 13 |
16 | ![]() | 8 |
17 | ![]() | 5 |