
30/05/2024
Choć 28. kolejka rozgrywana będzie w weekend 1 i 2 czerwca, to piłkarze Hetmana swój mecz z Victorią Łukowa rozegrali awansem już w czwartek 30 maja.
Hetman Zamość – Victoria Łukowa 2:0 (0:0)
Bramki: 63’ Kushch-Vasylyshyn (k), 82’ Miedźwiedź
Hetman: Dobromilski (90’ Krasnopolski), Zakrzewski, Materna, Herda, Bartecki, (46’ Kostrubiec) Miedźwiedź, Kycko (70’ Buczek), Łazar (46’ Baran), Laskowski (60’ Chodacki), Woźniak (46’ Łapiński), Kushch-Vaylyshyn (81’ Płatek)
Sędziował: Maciej Paszkiewicz
Żółte kartki: Zakrzewski
Pierwsze czterdzieści pięć minut spotkania śmiało można określić typowym meczem walki. Gra toczyła się głównie w środku boiska, a najlepszą sytuację zmarnował Sasza Kushch-Vasylyshyn, tuż przed upływem drugiego kwadransa meczu. Goście grali wysokim pressingiem, z czym nasi zawodnicy nie mogli sobie poradzić, ale nie przełożyło się to na zagrożenie pod bramką Patryka Dobromilskiego. Pierwsza odsłona w wykonaniu obu zespołów była bardzo słaba i śmiało można napisać, że po prostu się odbyła.
Po zmianie stron pierwszy sygnał do ataku dał najlepszy strzelec Hetmana, lecz jego sprytny strzał dobrze wybronił Krzysztof Żukowski. Doświadczony bramkarz skapitulował w 63. minucie, kiedy to strzałem z rzutu karnego pokonał go Kushch-Vasylyshyn. Po dokonaniu zmian i wprowadzeniu na boisko rezerwowych biało-zielono-czerwoni ruszyli do ataku, ale próby wprowadzonych z ławki Damiana Barana czy Sebastiana Łapińskiego nie przyniosły zamierzonego efektu. Goście także szukali sposobu na lidera, ale bez rezultatu. Wynik meczu został ustalony w końcówce spotkania, kiedy to w 82. minucie po indywidualnej akcji na 2:0 podwyższył Patryk Miedźwiedź. Po końcowym gwizdku arbitra Hetman mógł zapisać kolejne 3 punkty i 25 zwycięstwo w sezonie.
Najbliższe spotkanie o ligowe punkty zagramy 8 czerwca (sobota) w Różańcu z Gromem.
Robert Wieczerzak po meczu:
– Dzisiaj mierzyliśmy się z Victorią Łukowa. Po dobrym meczu wygrywamy 2:0 po bramkach Saszy i Patryka. Pierwsza połowa była wyrównana, Łukowa próbowała atakować nas wysoko i mieliśmy z tym problem, można powiedzieć, że jedyną dobra sytuację stworzyliśmy po rzucie rożnym, gdzie Patryk Miedźwiedź przedłużył piłkę głową i Szasza nie zdążył dołożyć nogi. W drugiej połowie dokonałem trzech zmian. Łukowa opadła z sił, a my bardzo dobrze wychodziliśmy z wysokiego pressingu. Swoich szans próbowali Łapiński, Baran i Szasza. Wynik udało nam się otworzyć po ładnej zespołowej akcji kiedy to sędzia podyktował karnego, a Sasza zamienił go na bramkę. Cieszy zwycięstwo, ale też warto odnotować, że dzisiaj debiutował w bramce nasz wychowanek Jarek Krasnopolski, rocznik 2008. Powoli też będziemy wprowadzać do pierwszej drużyny Oliwiera Płatka, który wraca po poważnej kontuzji kolana. Tak jak zarząd klubu zapowiadał, głównym motorem napędowym Hetmana mają być wychowankowie i tak się dzieje.

Po wywalczeniu awansu do IV ligi w meczu z Olimpiakosem Tarnogród, w ramach 27. kolejki nasi piłkarze zmierzyli się na wyjeździe z Pogonią Łaszczówka. Drużyna Jerzego Bojko to jedyny zespół, który zdołał pokonać Hetmana w tym sezonie.
Pogoń 96 Łaszczówka – Hetman Zamość 0:1 (0:1)
Bramka: 33’ Serdiuk
Hetman: Bednarczyk, Zakrzewski, Serdiuk, Herda, Vistovskyi (46’ Buczek), Woźniak (80’ Bartecki), Kycko (90’ Płatek), Baran (70’ Laskowski), Chodacki (77’ Łazar), Miedźwiedź, Kushch-Vaasylyshyn
Sędziował: Paweł Tucki
Żółte kartki: Herda, Serdiuk, Baran, Dobromilski
Pierwszą dogodną sytuację do zdobycia bramki tym spotkaniu stworzyli nasi piłkarze, jednak w sytuacji sam na sam pomylił się Mateusz Chodacki. Zamościanie prowadzili grę, ale zabrakło konkretów pod bramką strzeżoną przez Kacpra Berbeckiego. Kluczowa sytuacja dla pierwszej połowy i jak się później okazało całego spotkania miała miejsce w 33. minucie. Rzut wolny wykonał Rafał Kycko, piłkę przedłużył Rodion Serdiuk, a ta wpadła do siatki zaskakując bramkarza miejscowych. Chwilę później ponownie Kycko próbował z rzutu wolnego, jednak bez powodzenia. Berbeckiego dwukrotnie próbował także zaskoczyć Sasza Kushch Vasylyshyn, ale bramkarz gospodarzy nie dał się pokonać. Pogoń natomiast nie potrafiła konkretnie zagrozić naszej bramce i pierwsza połowa zakończyła się skromnym prowadzeniem Hetmana
W drugich czterdziestu pięciu minutach gra toczyła się głównie w środku boiska, trudno było o klarowne sytuacje. Nie brakowało jednak walki i żółtych kartek. Powodem tego, jak i poziomu rywalizacji, był fatalny stan boiska na którym rozgrywanie meczów w jakiejkolwiek lidze nie powinno mieć miejsca. Skoro trudno było o stworzenie zagrożenia po akcji zespołowej, to Hetman próbował straszyć ze stałych fragmentów gry, jednak kolejna próba Rafała Kycko z rzutu wolnego minimalnie minęła bramkę gospodarzy. Zespół z Łaszczówki praktycznie nie potrafił poważnie zagrozić bramce Jakuba Bednarczyka, choć najbliżsi tego gracze Pogoni byli w ostatnich dwudziestu minutach, to tak jak w pierwszej połowie zabrakło im konkretów. Jak się okazało trafienie Serdiuka z 33. minuty było rozstrzygające w tym mało emocjonującym meczu. Najważniejsze jednak, że choć tylko skromnie, bo 1:0, to naszym zawodnikom udało się zrewanżować za porażkę z jesieni w Zamościu.
Trener Robert Wieczerzak po meczu:
– Dzisiaj była pełna mobilizacja, chcieliśmy ten mecz wygrać. Pogoń Łaszczówka jest jedynym zespołem, z którym przegraliśmy i chcieliśmy się zrewanżować i to nam się udało. Z przebiegu meczu byliśmy lepsi i odnieśliśmy zasłużone zwycięstwo. Oprócz zdobytej bramki mieliśmy trzy może cztery sytuacje, które powinniśmy trafić Jeśli zaś chodzi o warunki gry to jest niedopuszczalne, żeby w XXI. wieku grać w takich warunkach. Współczucie dla zawodników Pogoni i dzieci z Akademii Pogoni.

18/05/2024
Aż 641 dni czekali kibice Hetmana na ważny mecz w lidze okręgowej, w której przyszło nam rywalizować od niemal dwóch lat. 18 maja o godzinie 15:00 na Rotundzie podopieczni Roberta Wieczerzaka zmierzyli się z Olimpiakosem Tarnogród. Zwycięstwo w tym spotkaniu gwarantowało nam awans do IV ligi. Piłkarze Hetmana na mecz wyszli w koszulkach z napisem „Wojtek jesteśmy z Tobą!”, dedykowanych dla naszego obrońcy Wojciecha Oseły, który doznał poważanej kontuzji.
Hetman Zamość – Olimpiakos Tarnogród 6:1 (3:1)
Bramki: 6’ Serdiuk, 17’ Miedźwiedź, 29’ Laskowski, 61’, 63’, 65’ Kushch-Vasylyshyn – 19’ Cios
Hetman: Dobromilski (70’ Bednarczyk), Zakrzewski, Herda, Serdiuk, Kostrubiec, (65’ Bartecki), Łapiński (65’ Woźniak), Kycko (60’ Łazar), Laskowski (65’ Buczek), Chodacki (60’ Baran), Miedźwiedź, Kushch-Vasylyshyn (70’ Płatek)
Sędziował: Krzysztof Wróbel
Od początku meczu Hetman ruszył do zdecydowanych ataków, jednak skuteczności zabrakło Jakubowi Laskowskiemu, Patrykowi Miedźwiedziowi czy Sebastianowi Łapińskiemu. Bramka otwierająca wynik meczu padła w 6. minucie, a do siatki po zgraniu piłki przez Laskowskiego trafił Rodion Serdiuk. Po zdobyciu pierwszego trafienia nasi piłkarze dyktowali warunki na boisku i wydawało się, że kwestią czasu jest bramka na 2:0. Stało się to w 17. minucie, kiedy na listę strzelców wpisał się Patryk Miedźwiedź. Dwie minuty później dość niespodziewanie to Olimpiakos trafił do siatki, a Patryka Dobromilskiego pokonał Grzegorz Cios. Hetman odpowiedział 10 minut później, kiedy na 3:1 podwyższył rozgrywający dobre zawody Kuba Laskowski. W ostatnim kwadransie pierwszej odsłony piłkarze więcej leżeli na boisku, a niżeli było emocji piłkarskich, ale to Hetman w samej końcówce powinien podwyższyć prowadzenie, jednak obronną ręką wychodził bramkarz Olimpiakosu Dawid Szponar.
Drugie 45 minut rozpoczęło się od dobrej akcji Hetmana, jednak minimalnie pomylił się Patryk Miedźwiedź. Pierwszy kwadrans gry po zmianie stron upłynął w spokojnym tempie, pod pełną kontrolą biało-zielono-czerwonych. Zaś od 61. do 65. minuty kibice zgromadzeni na Rotundzie zobaczyli trzy bramki, a wszystkie były autorstwa Saszy Kushch Vasylyshyna. Najpierw nasz najlepszy strzelec skutecznie wykończył podanie Maksymiliana Kostrubca, później poszkodowany w szesnastce sam trafił z jedenastu metrów, by w 65 minucie skompletować hat tricka po centrze z rzutu rożnego Sebastiana Łapińskiego. W kolejnych minutach Hetman zepchnął do obrony ekipę gości i tylko postawie swojego bramkarza Dawida Szponara, który między innymi obronił groźny strzał zza pola karnego, przyjezdni zawdzięczają to, że z Zamościa wyjechali z bagażem sześciu bramek. Po końcowym gwizdku sędziego Krzysztofa Wróbla piłkarze Hetmana wraz z kibicami mogli się cieszyć z długo wyczekiwanego, ale w pełni zasłużonego awansu do IV ligi!
Powiedzieli po meczu:
Trener Robert Wieczerzak:
– Dzisiaj najważniejsze było zwycięstwo, przypieczętowanie awansu i zrobiliśmy to. Świętujemy dzisiaj awans Hetmana do IV ligi, ale na pewno jest to dopiero pierwszy krok do odbudowy marki naszego klubu. Dzisiaj cieszymy się, ale już od poniedziałku trzeba myśleć o IV lidze, o zbudowaniu zespołu, który będzie mógł powalczyć z każdym przeciwnikiem. Dziękuję w imieniu sztabu zawodnikom, zarządowi i wszystkim kibicom Hetmana – widać iskierkę nadziei, że idą dla naszego klubu lepsze czasy.
Sebastian Łapiński:
– Z ogromną radością i dumą kończymy dzisiejszy mecz zwycięstwem, który przyniósł nam upragniony awans do IV ligi. To osiągnięcie jest owocem wspólnej pracy, zaangażowania i pasji wszystkich związanych z naszym klubem. Przede wszystkim chcemy podziękować naszym niesamowitym kibicom. Wasze wsparcie, doping i obecność na trybunach były dla nas ogromnym motorem napędowym. Bez Waszego zaangażowania i wiary w nasz zespół, ten sukces nie byłby możliwy. Wyrazy wdzięczności kierujemy również do sztabu szkoleniowego i zarządu klubu. Dzięki Waszemu zaangażowaniu i profesjonalizmowi udało się przezwyciężyć przeciwności i wrócić na ścieżkę sukcesu. Szczególne podziękowania należą się również naszym sponsorom, których wsparcie finansowe i zaufanie pozwoliły nam na stworzenie warunków do rozwoju i rywalizacji na najwyższym poziomie. Na koniec, składam serdeczne gratulacje wszystkim kolegom z zespołu. To Wasza determinacja, ciężka praca na treningach i walka na boisku przyniosły nam ten wspaniały wynik. Dziękujemy za ten niezapomniany sezon i liczymy na Waszą obecność i wsparcie w nadchodzących rozgrywkach. Razem tworzymy drużynę, która może osiągnąć jeszcze więcej! – kończy mający najdłuższy staż w drużynie, pomocnik Hetmana.

12/05/2024
Już tylko jeden krok dzieli Hetmana od awansu do IV ligi! W niedzielę podopieczni Roberta Wieczerzaka pokonali 4:0 w Łaszczowie miejscową Koronę. Strzelanie dla drużyny z Zamościa rozpoczął Rodion Serdiuk, dwa trafienia dołożył Patryk Miedźwiedź, a jedna bramka była autorstwa Kamila Woźniaka. W przyszłą sobotę o godzinie 15:00 zmierzy się na własnym terenie z Olimpiakosem Tarnogród.
Korona Łaszczów 0:4 Hetman Zamość (0:3)
Bramki: 21’ Serdiuk, 37’, 39’ Miedźwiedź, 49’ Woźniak
Hetman: Dobromilski (70’ Bednarczyk) – Zakrzewski, Serdiuk (53’ Herda), Materna, Kostrubiec, Miedźwiedź (65’ Bartecki), Kycko (58‘ Łazar), Laskowski, Chodacki, Woźniak, Kushch-Vasylyshyn (63’ Buczek)
Sędziował: Hubert Chmura
Żółte kartki: Materna
Dopiero w 15. minucie pierwszy celny strzał na bramkę oddała drużyna z Zamościa. Wtedy to Mateusz Chodacki uderzył zbyt lekko by zaskoczyć golkipera Korony. Z czasem zespół Hetmana zaczął grać dużo lepiej i zdał pierwszy cios. Najpierw jednak po dośrodkowaniu z rzutu rożnego najwyżej w powietrzu wyskoczył Rodion Serdiuk, a jego strzał z najwyższym trudem obronił bramkarz z Łaszczowa. Minutę później zespół z Zamościa wyszedł na prowadzenie. Po zespołowej akcji piłka w polu karnym trafiła pod nogi obrońcy z Ukrainy, który na spokojnie, niczym rasowy napastnik zdobył gola na 1:0. W 37’ Hetman wyszedł na dwubramkowe prowadzenie. Chodacki dograł z prawej strony w środek pola karnego do Patryka Miedźwiedzia po strzale, którego piłka po rykoszecie znalazła się w siatce. Piłkarze Korony nie zdążyli jeszcze dojść do siebie, a biało-zielono-czerwoni stworzyli sobie sytuację, z której padł kolejny gol. Na listę strzelców wpisał się ponownie Miedźwiedź, który w swoim stylu przełożył sobie piłkę na lewą nogę, umieszczając „futbolówkę” w bramce. W doliczonym czasie gry Oleksandr Kushch-Vasylyshyn oddał uderzenie, które na rzut rożny sparował bramkarz gospodarzy. Cztery minuty po przerwie Hetman po trafieniu Kamila Woźniaka wygrywał 4:0. Po tym trafieniu trener Robert Wieczerzak dał odpocząć Rodionowi Serdiukowi i Rafałowi Kycko, wprowadzając w ich miejsce Michała Herdę i Oskara Łazara. W 62. minucie Jakub Laskowski zagrał świetną prostopadłą piłką do Miedźwiedzia, który mając przed sobą praktycznie bramkarza, trafił wprost w niego. Ponownie groźnie pod bramką gospodarzy było po tym jak w świetnej sytuacji znalazł się Chodacki, ale z najbliższej odległości nie trafił w światło bramki. Jeszcze przed doliczonym czasem gry Michał Herda oddał strzał z prawej strony, a interwencją głową bramkarz Korony uratował swój zespół przed straceniem kolejnego gola.
Już 18 maja o godzinie 15:00 Hetman podejmie na własnym terenie Olimpiakos Tarnogród i w przypadku wygranej może przypieczętował awans na IV ligowe boiska!
Trener Robert Wieczerzak po meczu:
– Wygrywamy dzisiaj pewnie 4:0, do przerwy mieliśmy już 3:0. Generalnie pełna kontrola przez cały mecz, choć w drugiej połowie brakowało nam skuteczności, bo sytuacji było sporo. Za tydzień chcemy przypieczętować nasz awans i już teraz zapraszamy wszystkich kibiców na najbliższa sobotę na boisko za Rotundą, gdzie zmierzymy się z Olimpiakosem Tarnogród.

Po dwóch zwycięstwach nad zespołami z dolnych rejonów tabel, na zakończenie majówki, Hetman zmierzył się z Tanwią Majdan Stary.
Hetman Zamość – Tanew Majdan Stary 6:0 (2:0)
Bramki: 26’ 60’ 64 (k) Vasylyshyn 68’ 80’ Vistovskyi 37’ Miedźwiedź
Hetman: Dobromilski – Zakrzewski (70’ Herda), Oseła (15’ Materna), Serdiuk, Kostrubiec (72’ Bartecki), Miedźwiedź (72’ Buczek), Laskowski, Chodacki (62’ Łazar), Kycko, Łapiński (70’ Woźniak), Kushch – Vasylyshyn (70’ Vistovskyi)
Sędziował: Burak
Żółte kartki: Materna, Serdiuk
Choć od początku meczu to nasi piłkarze posiadali przewagę to wynik meczu został otwarty dopiero pod koniec drugiego kwadransa gry. W 26. minucie Rafał Kycko dograł do Saszy Kushch-Vasylyshyna, a temu pozostało tylko umieścić piłkę w siatce. Wynik do przerwy został ustalony w 37. minucie. Kapitalnym podaniem popisał się ponownie Kycko, a bramkarza gości pokonał Patryk Miedzwiedź.
Strzelanie w drugiej połowie rozpoczęło się w 60. minucie. Rzut rożny wykonał Patryk Miedźwiedź, a do siatki trafił niepilnowany w polu karnym Kushch-Vasylyshyn. W 64. minucie było już 4:0 – po faulu na Mateuszu Chodacim sędzia wskazał na wapno, a z jedenastki nie pomylił się nasz najlepszy strzelec kompletując hat-tricka. Cztery minuty później piłkę wyłuskał Kycko, dograł do Myrona Vistovskiego, a ten bez problemu pokonał bramkarza Tanwi. Wynik spotkania został ustalony w 80. minucie. Swoją czwartą asystę zanotował najlepszy na boisku Kycko, a drugą bramkę ustając wynik na 6:0 zdobył nasz ukraiński skrzydłowy.
Kolejne spotkanie ligowe Hetman rozegra w niedzielę 12 maja o godzinie 17:00 w Łaszczowie z Koroną.
Robert Wieczerzak po meczu:
– Dzisiaj zagraliśmy dobry mecz, od początku dobre tempo, szybka gra. Pewne zwycięstwo 6:0, a mogło być jeszcze więcej, bo dobre sytuacje miał Łapiński, Buczek i Miedźwiedź. Dzisiaj MVP meczu to Rafał Kycko – rządził i dzielił od pierwszej do ostatniej minuty. Rafał miał dzisiaj 4 piękne asysty, takiego Rafała potrzebuje Hetman. Dziękujemy Tanwi za mecz i przygotowujemy się już do meczu z Koroną Łaszczów.

Kolejne zwycięstwo, tym razem w Hrubieszowie, odnieśli zawodnicy prowadzeni przez Roberta Wieczerzaka. Hetman ostatecznie na wyjeździe pokonał 2:0 miejscową Unię i jest coraz bliżej awansu do IV ligi.
Unia Hrubieszów – Hetman Zamość 0:2 (0:1)
Bramki: 32’ Kycko, 90’+3 Kushch- Vasylyshyn
Hetman: Dobromilski, Zakrzewski, Oseła, Serdiuk, Kostrubiec, Woźniak (69’ Vistovskyi), Buczek (58’ Laskowski), Kycko (69’ Łazar), Chodacki, Łapiński (58’ Miedźwiedź), Kushch-Vasylyshyn
Sędziował: Pańko
Żółte kartki: Kycko, Łapiński
O pierwszych minutach meczu w Hrubieszowie można powiedzieć tyle, że tylko się odbyły. W poczynaniach obydwu zespołów było dużo niedokładności i zarówno Hetman, jak i Unia, nie miały pomysłu na zdobycie pierwszego gola. W 22. minucie strzał Kamila Woźniaka był pierwszym celnym w meczu. Goście wyszli na prowadzenie po niepozornym strzale z rzutu wolnego Rafała Kycko, który trafił do siatki po kiepskiej interwencji golkipera z Hrubieszowa. Po przerwie Hetman bił głową w mur i trzeba przyznać, że Unia postawiła trudne warunki do gry. W 66. minucie jeden z nielicznych strzałów w drugiej połowie Rodiona Serdiuka przeleciał wysoko nad poprzeczką. Chwilę później Rafał Kycko posłał piłkę wysoko nad bramką. Na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry Wojciech Oseła zdecydował się na drybling w polu karnym, ale niestety dla Hetmana po zamieszaniu golkiper Unii złapał piłkę. W doliczonym czasie gry Jakub Laskowski zdecydował się na mocne uderzenie z dystansu. Po interwencji golkipera najlepiej w polu karnym zachował się Oleksander Kushch- Vasylyshyn i mocnym strzałem skierował „futbolówkę” do bramki.
Robert Wieczerzak po meczu:
– Wygrywamy 2:0, zdobywamy 3 punkty, a to było dzisiaj najważniejsze. Jeśli chodzi o mecz to na pewno był to nasz słabszy występ. Mieliśmy spotkanie cały czas pod kontrolą, ale brakowało nam finalizacji akcji. Dzisiaj szczególnie dziękujemy naszym kibicom, bo w bardzo licznej grupie stworzyli fajny doping i oprawę.

Kolejne trzy punkty, tym razem z Metalowcem Goraj, zdobyli piłkarze prowadzeni przez Roberta Wieczerzaka. Hetman po golach Saszy Kushch-Vasylyshyna, Jakuba Laskowskiego i Rafała Kycko pokonali 3:0 swojego rywala z Goraja.
Hetman Zamość – Metalowiec Goraj 3:0 (2:0)
Bramki: 36’ Kushch-Vasylyshyn, 41’ Laskowski, 47’ Kycko
Hetman: Bednarczyk, Herda, Materna, Serdiuk (60’ Oseła), Kostrubiec (68’ Bartecki), Miedźwiedź (63’ Woźniak), Laskowski, Łazar, Kycko (60’ Chodacki), Łapiński (70’ Zakrzewski), Kushch-Vasylyshyn (60’ Buczek)
Sędziował: Adrian Podolak
Żółte kartki: Kostrubiec
Po raz pierwszy pod bramką Metalowca zrobiło się gorąco w 10. minucie spotkania. Po uderzeniu Oskara Łazara na rzut rożny sparował piłkę golkiper z Goraja. Dziesięć minut później strzał Rafała Kycko minimalnie minął bramkę gości. Kolejną groźną sytuacją podopieczni Roberta Wieczerzaka stworzyli sobie po dograniu z prawej strony Michała Herdy do Oskara Łazara, którego uderzenie obiło słupek. W 35. minucie błędu golkipera Metalowca nie wykorzystał Sebastian Łapiński i wciąż było 0:0. Jednak już minutę później Hetman wyszedł na prowadzenie. Z lewej strony Łapiński dograł na pustą bramkę do Oleksandra Kushcha-Vasylyshyna, a ten otworzył wynik spotkania. Jeszcze przed przerwą Hetman wyszedł na dwubramkowe prowadzenie. Mocny strzał Jakuba Laskowskiego kompletnie zaskoczył golkipera z Goraja. Tuż po przerwie Hetman zdobył trzecią bramkę. Rafał Kycko otrzymał świetne podanie w polu karnym, a później zabrał się z piłką i kompletnie zmylił bramkarza Metalowca podwyższając wynik na 3:0. W 71. minucie po strzale Damiana Buczka zza pola karnego piłka minimalnie minęła cel. Do końca spotkania wynik się nie zmienił i po raz kolejny główny faworyt do awansu zdobył komplet punktów.
Trener Robert Wieczerzak po meczu:
– Dziś inkasujemy pewnie 3 punkty. Gra toczyła się do jednej bramki, Metalowiec okopał się we własnym polu karnym i trochę biliśmy głową w mur. Ale czasami taki mecz też się zdarza i najważniejsze są punkty. Wygrywamy 3:0 i trzeba już się koncentrować na następnym meczu.

Jacek Ziarkowski w sezonie 2001/2002 został królem strzelców ówczesnej II ligi w barwach Hetmana, który osiągnął wtedy siódme miejsce, najwyższe w historii na tym poziomie rozgrywkowym. Były napastnik drużyny z Zamościa opowiada m.in. o tym w jakim spotkaniu miał „dzień konia”, jak sobie poradził w wyższej lidze, a także wiele więcej.
Do Hetmana trafił Pan z Avii Świdnik. Potrzebował Pan czasu, aby zaaklimatyzować się w klubie z Zamościa?
Aklimatyzacja w Hetmanie przebiegła dość szybko. Było w drużynie już kilku moich kolegów, których znałem wcześniej. Na pewno dzięki temu było mi dużo łatwiej, chociaż w pierwszym sezonie aż tylu goli nie zdobyłem. Od razu dobrze się czułem w Zamościu.
W pewnym momencie postawił Pan wszystko na piłkę i podpatrywał Diego Armando Maradonę. Pana zdaniem był lepszy zawodnik w historii lepszy od niego?
Ja się wychowywałem za czasów Diego Armando Maradony. Później była epoka Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. Uważam, że kunszt, jakim wykazywał się Argentyńczyk, był na pewno na poziomie wybiegającym ponad wszystkich. Wielu młodych chłopaków się na nim wzorowało. Ja byłem innym typem piłkarza, ale jako zawodnik Maradona mnie fascynował.
Pierwszy Pana sezon w Hetmanie nie był okazały. Później Pan „odpalił” i zdobywał gole, na które pracował cały zespół…
Ja tylko praktycznie finalizowałem te akcje (śmiech). Trener ustawił zespół tak, że ja miałem wykańczać sytuację. Tylko się trzeba cieszyć, bo swego czasu mieliśmy w Hetmanie wspaniałą ekipę. Dla mnie czystą przyjemnością było grać u boku tych zawodników, którzy grali w zespole z Zamościa. Bez pomocy drużyny na pewno bym nie zanotował tylu trafień.
W sezonie 2001/2002 w 27. kolejce II ligi zdobył Pan cztery gole z GKS-em Bełchatów. Miał Pan wtedy „dzień konia”, a piłka gdzie się nie odbiła, to spadała pod nogi. Zagrał pan lepszy mecz w Hetmanie?
Lepszego może i nie zagrałem. Miałem wtedy, jak ja to mówię, „złote dotknięcia”. Gdzie nie stanąłem to piłka szukała mnie i bramki. Strzelanie goli w tamtym spotkaniu było dla mnie tak łatwe, niczym na podwórku. W meczu z GKS-em Bełchatów miałem tzw. czutkę, do tego, gdzie się „futbolówka” może znaleźć. Trzeba przyznać, że miałem wtedy „dzień konia”.
W tamtym sezonie czuć było chemię w zespole, co przekładało się na wyniki. Czego zabrakło, aby awansować do najwyższej klasy rozgrywkowej?
Wszystkiego po trochu. Ciężko jest dla takiego miasta jak Zamość udźwignąć presję awansu do ekstraklasy. Zarówno organizacyjnie, jak i piłkarsko. Na pewno był to zespół z dużym potencjałem, o czym świadczy ilu chłopaków z tej drużyny, grało na poziomie najwyższej klasy rozgrywkowej. Szkoda, że zabrakło odrobinę szczęścia i wiary w sukces. Ja zawsze miło będę wspominał ten okres.
Podczas tej kampanii zdobył Pan 22 gole i został królem strzelców ówczesnej II ligi. Jak oceniłby Pan swój sezon, który był najlepszy w historii dla Hetmana?
Na ten mój dorobek pracował cały zespół. To jest też ich zasługa, że zdobywałem bramki. Ja dobrze przygotowałem się do tego sezonu i byłem naprawdę w niezłej formie. Gole, które zdobywałem coraz częściej, napędzały mnie i dawały pewność siebie zarówno mi jak i zespołowi. Czuliśmy moc i byliśmy groźni dla każdej drużyny na tym poziomie rozgrywkowym. Potrafiliśmy wyjść na boisku bez strachu, nieważne kto był naszym przeciwnikiem. Czuć było chemię w zespole.
O koronę króla strzelców rywalizował Pan z Piotrem Żabą, który strzelał jedenastki w Myszkowie. Panu jedenastki jednak nigdy nie leżały…
To prawda, bo były próby zachęcenia mnie do strzelania jedenastek. Chciano, żebym nadgonił klasyfikacji w strzelców. Ja mam jeszcze większą satysfakcję, że te gole zdobyłem po akacjach. Zespół wypracował te sytuacje, a ja zdołałem je wykorzystać. To tylko świadczy o tym, że zasłużyłem na tą koronę króla strzelców w tym czasie. Rzuty karne nigdy mi nie wychodziły.
Po pewnym czasie kibice intonowali przyśpiewkę „Jacek Ziarkowski najlepszy napastnik Polski”. Co Pan wtedy czuł i dlaczego w zespole podchodzili do tego humorystycznie?
Rymowało się to bardzo i podłapali to kibice jak, ale i koledzy z drużyny. My podchodziliśmy do tego bardzo humorystycznie. Śmiało mogę powiedzieć, że dla mnie było to miłe i przyjemne. Atmosfera na trybunach, jak i w zespole, była bardzo fajna. Wspominanie tego okresu gry w Hetmanie potrafi wywołać u mnie dreszczyk emocji.
Szybko został Pan jednym z ulubieńców kibiców w Zamościu. Jak wspomina Pan kibiców Hetmana?
Do tej pory jak się zjawię w Zamościu to starsi kibice, mnie pamiętają. Ja ich dobrze wspominam, a oni moją osobę. Fani Hetmana to bardzo życzliwe, miłe, pomocne osoby, które za klub oddałyby serce. Są to wielcy fanatycy.
Z kim Pan w zespole z Zamościa miał najlepszy kontakt?
Praktycznie z każdym miałem dobry kontakt. Między nami panowała duża chemia i nie raz na boisku, jak i poza nim, potrafiliśmy udowodnić, że jesteśmy jednym zespołem. Często się spotykaliśmy na obiedzie, kawie czy też małym piwie po meczu. Nie raz omawialiśmy te spotkania i do tej pory mam dobre relacje z chłopakami, bo z niektórymi czasem się widuję.
Z Andrzejem Pidkiem rozumiał się Pan na boisku bez słów?
Andrzeja stać było na grę w wyższej lidze niż druga. Może nie zmarnował potencjału, ale był to zawodnik, który miał umiejętności bardzo wysokie i mógł osiągnąć dużo więcej. Był charakterny i miał dobre podejście do gry w piłkę. Miał cechy przywódcze i potrafił ten zespół zmobilizować w newralgicznym momencie. Grał na drugim poziomie rozgrywkowym, a to też nie jest mało.
Jak spędzaliście czas po wygranym meczu?
Spotykaliśmy się często z rodzinami, jak i tylko we wspólnym gronie. Zdarzało się piwko wypić, ale też zjeść obiad i wyjechać gdzieś na jakiś wspólny wypad. Cenię ten czas, bo w Zamościu poza wynikami było też bardzo miło.
Z Hetmana wypłynął Pan na „szerokie wody” do Odry, która występowała w Ekstraklasie. W tamtym czasie nie da się ukryć, że zespół z Wodzisławia mógł wygrać z każdym?
Tu była bardzo duża analogia do Hetmana. W Wodzisławiu Śląskim był też podobny zespół bez wielkich gwiazd, ale z zawodników solidnych i charakternych. Była to jedna wielka rodzina. To też stworzyło atmosferę do wspólnych wyników. My przed nikim nie „kucaliśmy” i potrafiliśmy wygrać najlepszymi. Wygraliśmy na Legii czy też z Wisłą, która grała w europejskich pucharach. Może nie mieliśmy wielkich nazwisk, ale jeden za drugiego szedł w ogień.
W sezonie 2002/2003 strzelił Pan swojego pierwszego gola wślizgiem z Lechem Poznań. Jakie emocje Panu towarzyszyły w tamtej chwili?
To było poniekąd spełnienie marzeń. Człowiek zawsze chciał grać w najwyższej klasie rozgrywkowej. Czułem na początku obawy, czy dam radę występować na poziomie Ekstraklasy. Zadawałem sobie pytanie, czy będzie tak miło i przyjemnie jak w Zamościu. Potrafiłem też wkomponować się w Odrze. Pamiętam tego gola do tej pory. Ja zamknąłem akcję i wślizgiem z najbliższej odległości wpakowałem „futbolówkę” do bramki z najbliższej odległości. Emocje były duże.
Tamto spotkanie wygraliście 2:1. Był pan zawiedziony, że minutę po strzeleniu gola opuścił boisko?
Nie byłem zawiedziony. Często zmienialiśmy się w końcówce. Na boisku trzeba było zostawić dużo zdrowia, żeby osiągnąć jakiś wynik. Z ławki wchodzili chłopcy i pomagali dalej zespołowi. Nikt się nie obrażał na nikogo.
Pięć kolejek później zdobył Pan dwa gole z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski. Uwierzył Pan, że wtedy może spokojnie sobie poradzić na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce?
Powiem szczerze, że w Wodzisławiu Śląskim aklimatyzacja przebiegła może nawet szybciej niż w Zamościu. W Odrze praktycznie z meczu na mecz czułem moc i pewność siebie bijącą. Naprawdę czułem, że mogę w tej lidze dać sobie rade i mogę być czołową postacią.
Jedną z bramek zdobył Pan efektownym „szczupakiem”. Dało Panu to dużego „kopa” do jeszcze cięższej pracy?
Uderzenie głową to był mój numer popisowy. Zawsze w tym aspekcie dobrze mi się grało i potrafiłem tak zdobywać bramki. Strzelałem z wyskoku, „szczupakiem” i bardzo odpowiadały mi dośrodkowania z bocznych stref boiska.
W tamtym sezonie Odra pokonała 3:2 naszpikowaną gwiazdami Wisłę, a Pan zdobył decydującego gola. Radość ze zwycięstwa i satysfakcja po wygranym meczu musiała być wielka?
Była bardzo wielka, a my tańczyliśmy wtedy nawet krakowiaczka. Dzień przed meczem na rozruchu śp. Piotr Rocki wymyślił, w jaki sposób uczcimy bramkę. Spotkanie z Wisłą to też nie był spacerek. Wszyscy patrzyliśmy na siebie, gdy wyszliśmy na prowadzenie, a później zdobyliśmy drugą bramkę. Dopiero po moim golu głową wstąpiła w nas fala radości, a po trzeciej bramce zatańczyliśmy krakowiaczka. W drugiej połowie Wisła zepchnęła nas do defensywy i odrobiła dwa gole. Nie był to spacerek i mogło być różnie.
Piotr Rocki zawsze na treningu przed meczem wymyślał „cieszynki”. Jak wspomina Pan takie celebrowanie zdobytej bramki?
Piotr Rocki był duszą towarzystwa. Zawsze wymyślał jakieś „jaja” w szatni, dowcipy, żarty. Przed meczem na rozruchu miał stale jakieś pomysły, w jaki sposób uczcimy zdobytego gola. My to ćwiczyliśmy po treningu i jak zdobyliśmy gola, staraliśmy się to robić. Na pewno konsolidowało to zespół i było trochę śmiesznie.
Niestety Piotra Rockiego nie ma już z nami. Był to taki człowiek, którego nie da się zapomnieć i trzymał atmosferę w Odrze Wodzisław Śląski?
Był to człowiek orkiestra, gdzie by nie grał. Piotr był miły, przyjacielski, każdemu zawsze pomógł. Wielki wojownik na boisku i każdy go tak wspomina. Mega przyjaciel i zawodnik.
W ataku występował Pan z Michałem Chałbiński. Na boisku łączyła Was chemia i się uzupełnialiście?
Trener tak nas ustawił, że wywalczyłem miejsce w pierwszym składzie w ataku z Michałem Chałbińskim, który grał już w Odrze w poprzednim sezonie. Bardzo dobrze mi się z nim grało. Często asystowaliśmy sobie przy bramkach. Nie rywalizowaliśmy jak przeciwnicy, tylko graliśmy dla dobra zespołu. Na pewno była bardzo dobra współpraca między nami.
Ryszard Wieczorek pochodził z Wodzisławia Śląskiego i trzeba przyznać, że dobrze poukładał zespół. W tamtym okresie był to już trener z naprawdę dobrym warsztatem trenerskim?
Trener Wieczorek na pewno znał ten klimat śląski, bo stamtąd pochodził. Rozumiał tych chłopaków i trzeba tam być, żeby Ślązaków zrozumieć. Nie łatwo jest przekonać im się do kogoś. Jak pojechaliśmy na pierwszy trening z Jankiem Ciosem i Darkiem Turkowskim, to gdy zaczęliśmy mówić, to okazało się, że gadamy jak Kargul i Pawlak. Trener znał ten zespół i czuł klimat. Kiedy trzeba było, to nam bardziej dołożył albo odpuścił. To przekładało się na wyniki. Potrafił zrobić drużynę bez gwiazd i walczyć z najlepszymi. Śmiało mogę powiedzieć, że Ryszard Wieczorek miał to coś.
W debiutanckim sezonie w Ekstraklasie strzelił Pan 14 bramek. Był Pan zadowolony z takiego dorobku?
Z jednej strony człowiek się cieszył, bo przywitać się z Ekstraklasą czternastoma bramkami to jest solidny wynik. Mam świadomość, że mogłem zdobyć ich więcej. Kiedy zagrałem słabiej albo zmarnowałem sytuację, to byłem wobec siebie krytyczny. Starałem się zawsze mocno pracować, żeby wyeliminować błędy. Wynik dobry, ale mógł być jeszcze lepszy.
Jak Panu mieszkało się w małej miejscowości, które żyło piłką?
Każdy tam każdego znał (śmiech). Wszyscy żyli piłką i Odrą. Było bardzo miło i przyjemnie. Czy to w Zamościu, Wodzisławiu Śląskim czy Grodzisku Wielkopolskim człowiek potrafił dostosować się do otoczenia.
Później Edward Socha pilotował Pana transfer do Matalyasporu. Czym zaskoczyła Pana azjatycka część Turcji blisko granicy z Syrią?
Pierwsze co sobie przypominam po wyjściu z samolotu to okropna, gorąca temperatura. Wysiadłem z samolotu po 23:00 i byłem przerażony, bo aż nie dało się oddychać. Na drugi dzień jak wstałem rano, to szybko wróciłem do hotelu, gdzie była klimatyzacja. Nie dało się tam funkcjonować, a wieczorem miałem jeszcze trening. Na drugi dzień był mecz. Ja wszedłem w 60. minucie praktycznie z marszu i proszę mi uwierzyć, że po piętnastu minutach pytałem, ile jeszcze do końca spotkania. Nie miałem po prostu siły biegać. Jak zszedłem z boiska, to chyba wypiłem wszystko, co było w bidonach. Język przykleił mi się do podniebienia.
W Turcji zerwał Pan wiązadła krzyżowe boczne, a do tego doszła jeszcze łękotka. Pamięta Pan ten dzień jak dziś?
To był trening wyrównawczy po meczu. Mieliśmy małe gry, a ja chciałem wejść przed zawodnika i się zastawić. On swoim udem trafił mnie w kolano, które złożyło się praktycznie do środka. Strzelenie kolana pamiętam do dziś. Poczułem, jakbym dostał serię z kałasznikowa. Poczułem taki prąd, a ból był tak niesamowity, że łzy same leciały. Niestety takie jest życie.
W Grodzisku Wielkopolskim liczył Pan na więcej?
Oczywiście, że liczyłem na więcej. Tylko ten, który miał rekonstrukcje i przechodził przez rehabilitację, wie, że nie jest łatwo powrócić. Jest to na pewno ciężka droga dla piłkarza. Teraz nie ma co o tym gdybać. Czasu już się nie cofnie.
Ostatecznie w Groclinie rozegrał Pan sześć spotkań. Za rządów Zbigniewa Drzymały była to kraina mlekiem i miodem płynąca? Za czasów Zbigniewa Drzymały Groclin to był solidny, markowy zespół, a Prezes na nic nie żałował.
Groclin w tamtym okresie był bardzo solidnym, markowym zespołem. Występowało w nim wielu klasowych zawodników, którzy byli dobrze opłacani. Sam prezes kochał piłkę, interesował się nią i w klubie niczego nie brakowało. Zbigniew Drzymała był bardzo hojny.
Występował Pan z większym talentem w zespole niż Sebastian Mila?
W Grodzisku Wielkopolskim każdy był solidnym zawodnikiem. Na przykład Ivica Kriżanac grał później w Zenicie i reprezentacji Chorwacji. Sebastian Mila już wtedy cechował się tym, że ma dryg do prowadzenia gry. Miał bardzo dobrze ułożoną nogę i potrafi sam coś zrobić. Był wtedy na dorobku, ale już wtedy było widać, że ma naprawdę duże umiejętności.
Po zakończonej karierze zajął się Pan trenerką i oprócz tego uczy w szkole. Doświadczenie z boiska to cenny „skalp” i bardzo duży handicap w pracy szkoleniowca?
Na pewno pomaga. Nie każdy zawodnik musi być jednak dobrym trenerem. Człowiek już w tej piłce widział wszystko i ja staram się pomagać tym chłopakom, których prowadzę. Tłumacze im jak to jest i jak mają funkcjonować. Doświadczenie z boiska jest pomocne. Na pewno trzeba się dużo uczyć. Samo to, że byłeś zawodnikiem, nie predysponuje Cię od razu, do bycia świetnym trenerem.
W przeszłości prowadził Pan m.in. Hetmana Zamość. Jak wspomina Pan ten okres?
To był okres, że chciano odbudować Hetmana. My graliśmy w IV lidze i chciano napędzić ten sport w Zamościu. Był to niski poziom rozgrywkowy, a umiejętności zawodników przewyższały tę ligę. Udało nam się zrobić awans. W trzeciej lidze raz było lepiej, a raz gorzej. Pamiętam, że mieliśmy bardzo dobry początek. Później kontuzje zawodników pokrzyżowały mi trochę plany. Wypadło kilku chłopaków, którzy byli głównymi postaciami i my nie potrafiliśmy wygrywać. Uważam, że gdzie nie pracowałem jako trener, to zdobywałem cenne doświadczenie. Zrobiliśmy awans i był to fajny okres. Wróciłem i przypomniałem sobie, jak to było w Zamościu. Wspominam dobrze ten okres.
Hetman aktualnie jest liderem zamojskiej klasy okręgowej. Pana zdaniem jak wysoko może zajść klub z Zamościa?
Trudno mi powiedzieć, bo aż tak mocno tego nie śledzę. Klub musi wiele rzeczy poprawić, chociażby szkolenie. Na pewno to jest i będzie proces długofalowy, bo od razu, „na już” nie da się zbudować zespołu. Ja życzę Hetmanowi jak najlepiej i niech grają jak najwyżej. Jeśli byłaby taka możliwość to i niech wrócą stare czasy.
Jakie zespoły prowadzi aktualnie Jacek Ziarkowski?
Aktualnie prowadzę Niedźwiadka Chełm, który występuje w wojewódzkiej lidze trampkarzy. Oprócz tego jestem trenerem Błękitu Cyców.
Formy i sprawności mogą Panu pozazdrościć młodzi. Stara się Pan zatrzymać mijający czas?
Zaszczepiłem w sobie ten gen sportowca. Staram się w jakiś tam sposób dbać o swoją formę i dyspozycję. W miarę możliwości ćwiczę i dobrze się odżywiam. Jak na wiek, w jakim się znajduje na pewno, nie jest najgorzej.
W przyszłym roku będzie obchodził Pan pięćdziesiąte urodziny. Jak oceniłby Pan swoje pół wieku?
Minęło to tak szybko, że jeszcze się nie zastanawiałem (śmiech). Nie dowierzam, że mam tyle lat, bo to tylko liczba. Ja na ten moment czuje się wewnętrznie w miarę młodo. Oby zdrowie dopisywało, bo reszta zawsze jakoś się ułoży.
Już na koniec – 21 czerwca odbędzie się Jubileusz 90-lecia Hetmana. Pojawi się Pan na Gali?
Tak jest, będę obecny.
W takim razie do zobaczenia i bardzo dziękuję za rozmowę!
Rozmawiał: Paweł Wróbel

20/04/2024
W sobotę Hetman odniósł kolejną ważną wygraną przybliżającą ich do awansu do IV ligi. Piłkarze z Zamościa w trzecim wyjazdowym spotkaniu z rzędu pokonali 2:0 Olimpię Miączyn. Gole dla drużyny prowadzonej przez Roberta Wieczerzaka zdobywali Rodion Serdiuk i Oskar Łazar.
Olimpia Miączyn – Hetman Zamość 0:2 (0:2)
Bramki: 8’ Serdiuk, 39’ Łazar
Hetman: Dobromilski – Zakrzewski (46’ Herda), Serdiuk, Oseła, Kostrubiec, Miedźwiedź, Łazar (67’Łaskowski), Kycko , Chodacki), Łapiński (65’ (Woźniak), Kushch-Vasylyshyn (73’ Buczek)
Żółte kartki: Zakrzewski Łazar
Sędziował: Maciej Paszkiewicz
W pierwszej jedenastce drużyny z Miączyna znajdowało się kilku zawodników, którzy jeszcze nie tak dawno występowali w Hetmanie. W bramce mecz rozpoczął Filip Ochal, a oprócz tego kibice mogli oglądać od pierwszych minut Mariusza Oszusta, Miłosza Batora, Krystiana Szurę, Macieja Nowaka i Przemysława Gałkę. W sobotnie spotkanie lepiej weszli goście z Zamościa. W 8. minucie dośrodkowanie z rzutu rożnego Rafała Kycko wykorzystał Rodion Serdiuk umieszczając głową piłkę w siatce. Ponownie groźnie pod bramką golkipera z Miączyna było po podaniu byłego pomocnika m.in. Motoru Lublin i Wisły Puławy do Maksymiliana Kostrubca, który z lewej strony pola karnego minimalnie chybił. Po ponad dwóch kwadransach spotkania boisko musiał opuścić Przemysław Gałka, co osłabiło siłę ofensywną gospodarzy. W 39. minucie Hetman wyszedł na dwubramkowe prowadzenie. Po ładnej zespołowej akcji aktywny Rafał Kycko przedłużył piłkę głową na prawą stronę do Oskara Łazara, który mocnym strzałem pokonał Ochala. Chwilę później błędu bramkarza z Miączyna nie wykorzystał Oleksandr Kushch-Vasylyshyn. W doliczonym czasie gry lekki strzał napastnika z Ukrainy na raty łapał golkiper rywali.
Po przerwie Hetman mógł szybko strzelić trzeciego gola i zamknąć mecz. Sebastian Łapiński zagrał świetną prostopadłą piłkę do Patryka Miedźwiedzia, którego w sytuacji sam na sam przechytrzył wprowadzony na boisko Adrian Szopa. W drugiej połowie poczynaniach drużyny z Zamościa panował chaos, co chciała wykorzystać Olimpia, spychając przez pewien okres swojego rywala do obrony. W 72. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Rafała Kycko piłkę głową uderzył Oleksandr Kushch- Vasylyshyn, ale ponownie dobrą interwencją popisał się bramkarz z Miączyna. Pięć minut później wprowadzony Damian Buczek dograł do Patryka Miedźwiedzia, który wygrał pojedynek biegowy i w kolejnej sytuacji jeden na jeden znów musiał uznać wyższość Adriana Szopy. Sytuację mógł jeszcze zakończyć ten pierwszy, ale tak się ostatecznie nie stało. Na dziewięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry strzał z szesnastu metrów Mateusza Chodackiego na rzut rożny sparował bramkarz gospodarzy. W drugiej połowie ewidentnego karnego po faulu na Rodionie Serdiuku nie odgwizdał arbiter spotkania Maciej Paszkiewicz. W 87. minucie po rzucie rożnym wykonywanym przez Rafała Kycko w zamieszaniu w polu karnym zawodnicy Hetmana domagali się uznania gola, ale sędzia zadecydował, że ostatecznie „futbolówka” nie przekroczyła linii bramkowej. Ostatecznie to drużyna z Zamościa mogła się cieszyć z trzech punktów i ze zrobienia kolejnego kroku w walce o awans na IV ligowe boiska.
Trener Wieczerzak po meczu:
– Dzisiejszy mecz wygrywamy 2:0, do przerwy nasza pełna dominacja, gdy strzelamy dwie bramki i mamy dwie – trzy dobre sytuacje do podwyższenia wyniku. Druga połowa to też niewykorzystane sytuacje z naszej strony, gdy nie trafiał Miedźwiedź i Buczek. Dzisiaj najważniejsze na tym trudnym boisku do gry były 3 punkty i to zrobiliśmy. Utrzymujemy przewagę 10 punktów i myślimy już o następnym meczu, gdzie wracamy do siebie i chcemy zaprezentować się z Gorajem z jak najlepszej strony.

14/04/2024
W 90. rocznicę powstania klubu Hetman zdemolował 8:1 Spartę Łabunie. Zespół z Zamościa po 20. kolejkach ma na koncie 103 gole. Setne trafienie w sezonie 2023/2024 zamojskiej klasy okręgowej było autorstwa Kamila Woźniaka.
Sparta Łabunie – Hetman Zamość 1:8 (0:3)
Bramki: 6’ Kycko, 13’ Kushch-Vasylyshyn, 34’ Chodacki, 57’ Laskowski, 72’ Woźniak, 75’, 87’ Łazar, 84’ Buczek – 90’ Dziuba
Hetman: Bednarczyk – Zakrzewski, Serdiuk, Oseła (46’ Materna), Kostrubiec, (65’ Bartecki) Miedźwiedź, Laskowski, Kycko (65’ Łazar), Chodacki (46’ Baran), Woźniak, Kushch-Vasylyshyn (65’ Buczek)
Sędziował: Kacper Gil
Na spotkanie ze Spartą Łabunie trener Robert Wieczerzak zdecydował dokonać trzech zmian w porównaniu z meczem z Błękitnymi Obsza. Między słupkami Patryka Dobromilskiego zastąpił Jakub Bednarczyk, a oprócz tego w środku pola miejsce Sebastiana Łapińskiego szkoleniowiec z Zamościa desygnował Kamila Woźniaka. Oprócz tego kibice zgromadzeni na stadionie w Łabuniach mogli od pierwszych minut oglądać Jakuba Laskowskiego, który zagrał w miejsce Damiana Barana.
Chwilę po pierwszym gwizdku Hetman mógł wyjść na prowadzenie. Po strzale Rafała Kycko bramkarza gospodarzy uratował słupek. W 9. minucie były zawodnik min. Motoru Lublin czy Wisły Puławy wyprowadził drużynę z Zamościa na prowadzenie. Z prawej strony Filip Zakrzewski dośrodkował na nogę środkowego pomocnika, a ten zdecydował się na uderzenie z pierwszej piłki i nie dał najmniejszych szans na udaną interwencję golkiperowi Sparty. Cztery minuty później było już 2:0 dla Hetmana, a z rzutu karnego na listę strzelców wpisał się Oleksandr Kush-Vasylyshyn. Wynik na 3:0 po podaniu Rodiona Serdiuka podwyższył Mateusz Chodacki, który strzałem z prawej nogi pod poprzeczkę podwyższył rezultat. Do przerwy wynik meczu nie uległ zmianie.
Po przerwie Robert Wieczerzak desygnował na murawę Damiana Barana w miejsce Mateusza Chodackiego, a także Wojciecha Osełę zastąpił Mateusz Materna. Hetman od początku drugiej połowy ruszył do ataku. W 57. minucie Jakub Laskowski podbił piłkę nad obrońcą Sparty i plasowanym lobem strzelił kolejną bramkę. Kolejny gol dla drużyny z Zamościa padł po zagraniu piętą z wyskoku Damiana Buczka do Patryka Miedźwiedzia, a ten wygrywając pojedynek biegowy, podał na „pustaka” do Kamila Woźniaka, który się nie pomylił. Było to setne trafienie podopiecznych Roberta Wieczerzaka w sezonie 2023/2024 zamojskiej klasy okręgowej. Na kwadrans przed końcem spotkania Oskar Łazar nie pomylił się, dobijając piłkę po strzale Kamila Woźniaka. Wynik na 7:0 dla Hetmana podwyższył Damian Buczek. Ostatniego gola dla drużyny z Zamościa zdobył wprowadzony w przerwie Łazar, który nie dał najmniejszych szans golkiperowi Sparty, oddając mocne uderzenie z pola karnego prawą nogą. W doliczonym czasie gry drużyny z Łabuń, po ogromnym zamieszaniu w polu karnym, strzeliła honorową bramkę, ale to podopieczni Roberta Wieczerzaka mogli się cieszyć z kolejnych trzech punktów.
Trener Robert Wieczerzak po meczu:
– Dzisiaj świętujemy 90 lat naszego kochanego Hetmana. Zespół chciał godnie uczcić to święto i myślę, że to się udało. Zagraliśmy fajny mecz, ze sporą ilością sytuacji bramkowych, a 8 z nich zakończyliśmy bramkami. Dziękujemy Sparcie za mecz i naszym kibicom za liczne przybycie. Od poniedziałku już myślimy o następnym meczu, gdzie chcemy też przywieźć 3 punkty.


06/04/2024
W sobotę Hetman tylko zremisował 2:2 na wyjeździe z Błękitnymi Obsza. Gole dla drużyny prowadzonej przez Roberta Wieczerzaka zdobyli Rodion Serdiuk i Sebastian Łapiński. W następnej kolejce drużyna z Zamościa uda się do Łabuń, aby zagrać z miejscową Spartą.
Błękitni Obsza – Hetman Zamość 2:2 (1:1)
Bramki: 6’ Stelmach, 67’ Grelak – 14’ Serdiuk, 54’ Łapiński
Hetman: Dobromilski – Zakrzewsk (75’ Herda), Serdiuk, Oseła, Kostrubiec, Miedźwiedź, Baran (61’Łazar), Kycko , Chodacki (80’ Buczek), Łapiński (75’ (Woźniak), Kushch-Vasylyshyn
Żółta kartka: Miedźwiedż, Herda
Sędziował: Maciej Teterycz
Hetman szybko mógł objąć prowadzenie, gdy po o dośrodkowaniu z rzutu rożnego Sebastiana Łapińskiego uderzenie Rodiona Serdiuka głową trafiło w poprzeczkę. Niewykorzystana okazja drużyny z Zamościa szybko się zemściła. W 6. minucie po strzale lewą nogą, niemal z połowy, Grzegorz Stelmach pokonał Patryka Dobromilskiego. „Futbolówka” wpadła za kołnierz bramkarzowi „biało-zielono-czerwonych”, a do tego nabrała siły mając sprzyjający wiatr, który hulał podczas spotkania. Tuż przed kwadransem spotkania podopieczni Roberta Wieczerzaka zdołali wyrównać. Z prawej strony Patryk Miedźwiedź zagrał w pole karne, a akcję ślizgiem wykończył Rodion Serdiuk. W doliczonym czasie gry „Mały” z prawej strony nie trafił w bramkę i Hetman schodził na przerwę remisując z Błękitnymi.
Po przerwie Miedźwiedź w swoim stylu ruszył na lewej stronie, a po jego dograniu „futbolówka” odbiła się od obrońcy z Obszy, ale ostatecznie golkiper ją złapał. W 54. minucie Hetman wyszedł na prowadzenie. Dobromilski zagrał daleką piłkę na połowę Błękitnych, a tam doszedł do niej Miedźwiedź, który dograł na pustą bramkę do Sebastiana Łapińskiego, a ten wyprowadził drużynę z Zamościa na prowadzenie. W 67. minucie zespół z Obszy zdołał wyrównać. Na lewej stronie rozpędził się Marek Grelak i jego próba dośrodkowania zamieniła się w strzał. Piłka po koźle zaskoczyła Patryka Dobromilskiego , który nie zdołał skutecznie interweniować. W końcówce drugą żółtą kartkę obejrzał Vladyslaw Shukailo i musiał opuścić boisko. Hetman mimo prób nie zdołał wygrać i wywiózł z Obszy tylko jeden punkt.

04/04/2024

28/03/2024

Po niedzielnym zwycięstwie z Grafem już w środowe popołudnie Hetman zmierzył się z Potokiem Sitno. W rundzie jesiennej nasi piłkarze podopiecznym Mariusza Bardy zaaplikowali aż 11 bramek. W spotkaniu rewanżowym gości poprowadził były piłkarz i trener Hetmana Jarosław Czarniecki.
Hetman Zamość – Potok Sitno 6:0 (4:0)
Bramki: 24’, 45’+2, 89’ Kushch-Vasylyshyn, 40’ Chodacki, 43’ Kycko, 52’ Miedźwiedź
Hetman: Dobromilski (65’ Bednarczyk) – Zakrzewski, Serdiuk, Oseła (55’ Materna), Kostrubiec (60’ Bartecki), Miedźwiedź, Baran (55’Łazar), Kycko (65’ Laskowski), Chodacki (65’ Buczek), Łapiński (55’ (Woźniak), Kushch-Vasylyshyn
Żółta kartka: Buczek
Sędziował: Krzysztof Komisarczuk
Początek spotkania z Potokiem toczył się w spokojnym tempie, choć to Hetman miał optyczną przewagę, a goście umiejętnie wybijali naszych piłkarzy z uderzenia. W pierwszym kwadransie spotkania stworzyliśmy dwie dogodne okazje, jednak bez powodzenia bramkowego. Potok jedyną swoją szansę miał po rzucie wolnym, jednak piłka po uderzeniu ugrzęzła w murze. W 22. minucie Rafał Kycko zagrał do Saszy Kushch-Vasylyshyna, jednak ten minimalnie się pomylił. Co nie udało się po akcji z Rafałem, udało się dwie minuty później. Sebastian Łapiński dograł piłkę, a naszemu napastnikowi pozostało tylko umieścić ją w siatce. W 37. minucie ci sami piłkarze mieli kolejną szansę, jednak w tej sytuacji zabrakło precyzji. Worek z bramkami rozwiązał się od 40. minuty, najpierw Bartosza Suszka pokonał strzałem z dystansu Chodacki. Trzy minuty później również zza pola karnego bramkarza przyjezdnych zaskoczył Kycko, a w doliczonym czasie pierwszej połowy wynik do przerwy ustalił celnym uderzeniem z „wapna” najlepszy strzelec Hetmana.
W drugiej odsłonie strzelanie rozpoczęło się w 52. minucie, a na listę strzelców wpisał się po prostopadłym podaniu Rafała Kycko Patryk Miedźwiedź. Po dokonaniu zmian przez trenera Roberta Wieczerzaka Hetman na spokojnie ułożył sobie grę w kolejnych minutach, w pełni kontrolując spotkanie. Tak upłynęła pierwsza połowa drugiej części meczu. W ostatnim kwadransie bliski podwyższenia wyniku ponownie był Sasza, jednak minimalnie chybił. Podopieczni Jarosława Czarnieckiego najlepszą szansę mieli w 77. minucie jednak strzał z narożnika pola karnego poszybował nad bramką Jakuba Bednarczyka. Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się wynikiem 5:0, w 89. minucie skrzydłem urwał się Filip Zakrzewski dograł do Saszy Kushch-Vasylyshyna, a ten ustalił wynik meczu na 6:0.
Kolejne spotkanie o punkty Hetman zagra w sobotę, 6 kwietnia, o godzinie 15:00 z Błękitnymi Obsza.
Trener Robert Wieczerzak po meczu z Potokiem:
– Każdy oczekiwał pewnego zwycięstwa i to nam się udało. Do przerwy mieliśmy wynik 4:0 i spokojnie weszliśmy w drugą połowę. W drugiej odsłonie dokładamy 2 bramki i robimy 7 zmian – chcieliśmy dać pograć chłopakom, którzy do tej pory grali mniej. Dziękujemy za mecz drużynie gości. W imieniu sztabu szkoleniowego i drużyny składamy wszystkim naszym Kibicom wesołych i spokojnych Świąt Wielkanocnych. My mamy teraz 3 mecze wyjazdowe, a w Zamościu widzimy się za miesiąc.