Michał Sławuta: Praca, praca i jeszcze raz praca, a do tego bardzo dużo cierpliwości, wyniki pojawią się same. Hetman zacznie w końcu wygrywać

Praca, praca i jeszcze raz praca, a do tego bardzo dużo cierpliwości, wyniki pojawią się same. Hetman zacznie w końcu wygrywać – mówi w rozmowie z K.S. Hetman Zamość były bramkarz zamojskiego klubu, Michał Sławuta.

Od Pana gry w Zamościu minęła niemalże dekada. Co dzisiaj robi Michał Sławuta?

Michał Sławuta: – Po powrocie z Finlandii doszedłem do porozumienia z Januszem Matusiakiem i aktualnie jestem trenerem bramkarek w Szkole Mistrzostwa Sportowego im. Kaźmierza Wolskiego w Łodzi oraz w  drużynie ekstraklasy kobiet TME UKS SMS Łódź.

Grał Pan w Łódzkim Klubie Sportowym, podobnie jak Dawid Rosiak, 18-letni bramkarz Hetmana. Z ŁKS-u do Zamościa przeniósł się również Piotr Białousko. Zamość to według Pana dobre miejsce do piłkarskiego rozwoju?

W momencie gdy przenosiłem się z ŁKS-u do Zamościa, drużyna Hetman Zamość grała w pierwszej lidze, po zakończonej grze w klubie wyjechałem za granicę, gdzie nie śledziłem dokładnie przyczyn spadku klubu do niższej klasy rozrywkowej. Ja osobiście bardzo mile wspominam mój pobyt w Zamościu i sądzę, że były tam stworzone bardzo dobre warunki do rozwoju dla piłkarzy.

Teraz widzę, że w Hetmanie gra również chłopak z Łodzi, Dawid Rosiak. Pozostaje mi życzyć, aby historia chociaż w małym stopniu zatoczyła koło i ci młodzi chłopcy mieli okazje w koszulce Hetmana grać w jak najwyższej lidze.

Jak wspomina Pan swój pobyt w Zamościu?

– Wspominam bardzo miło, w Zamościu miałem stworzone bardzo dobre warunki do gry, do życia. Nie można też zapomnieć o wspaniałych kibicach, którzy tłumnie przychodzili na mecze i stwarzali niezapomnianą atmosferę. W końcu, gdzie by nie spytać o Zamość, to obok urokliwej starówki prawie każdy wskaże Hetman. To spore wyróżnienie móc zapisać się na kartach historii tego wyjątkowego klubu.

Był jakiś mecz, który szczególnie zapadł Panu w pamięci? Pytam oczywiście o okres gry w Hetmanie?

– Za dużo już czasu minęło, żeby wspominać jakiś mecz szczególnie.

Sezon 2001/2002 to bez wątpienia jeden z najlepszych w historii zamojskiego klubu. Tak się złożyło, że akurat w tym sezonie, to właśnie Pan bronił bramki Hetmana. Dyrektorem sportowym zamojskiego klubu z kolei dzisiaj jest Pana kolega z boiska, Jan Cios. Czego zabrakło wówczas w Zamościu, aby ta drużyna osiągnęła coś więcej, aniżeli górą połowę tabeli?

– W tamtym okresie jedyną bolączką klubu były sprawy organizacyjne oraz sprawy poza boiskowe niekoniecznie zależne od Hetmana. Sam klub nie był przygotowany do awansu do wyższej klasy rozrywkowej. Może też zabrakło nam trochę szczęścia w decydujących fazach rozgrywek. To jednak jestem przekonany, że tamta drużyna miała potencjał, aby grać o wyższe cele.

Dzisiaj Hetman występuje w trzeciej lidze? Interesuje się Pan tym, co dzieje się z zamojską piłką?

– Szczerze się przyznam, że pobieżnie. Z racji swoich obowiązków śledzę rozgrywki w całej Polsce, to jednak nie przykładam szczególnej uwagi do działalności każdego klubu. Hetman jest mi bliski, to jednak gdyby zapytał mnie Pan, co obecnie dzieje się z Hetmanem, to odpowiem, że nie wiem. Wiem, w której lidze gra Hetman, z jakim skutkiem idą rozgrywki w tym sezonie, przeglądałem kadrę Hetmana, to jednak tylko tyle.

Utrzymuje Pan kontakt z którymś z byłych piłkarzy Hetmana z którymi dzielił Pan szatnię?

– Dekada spędzona poza Polską skutecznie zakończyła zamojskie przyjaźnie. Ubolewam nad tym faktem, ale może uda się jeszcze nam spotkać jakoś w Zamościu, gdy sytuacja z pandemią stanie się bardziej klarowna.

Choć spędził Pan w Zamościu tylko jeden sezon, to jest mimo wszystko bardzo miło wspominany przez kibiców. Dla wielu fanów zamojskiego klubu, jest Pan obok Sebastiana Łukiewicza  wymieniany jako najlepszy bramkarz w historii klubu. Skoro wspomnienia są takie miłe, to wypada zapytać, kiedy ostatni raz był Pan w Zamościu?

– Po zakończonej grze w Hetmanie Zamość wyjechałem za granicę, gdzie spędziłem prawie piętnaście lat. Do Polski powróciłem dopiero cztery lata temu, więc moja ostatnia wizyta w Zamościu była w okresie gry w Hetmanie. Czas nadrobić zaległości i pokazać się na mieście.

Zgodzi się Pan, że ówczesnego Hetmana nie byłoby, gdyby nie osoby trenerów Włodzimierza Gąsiora i Zbigniewa Pająka? Pomijamy oczywiście kwestie organizacyjne.

– Tak, z tym się mogę zgodzić, duży udział w naszym sukcesie miała para trenerska Włodzimierz Gąsior i Zbigniew Pająk, oby dwóch Panów bardzo miło wspominam. Wybitni fachowcy i świetni ludzie, którzy razem zbudowali dobry, mocny zespół.

Pana przejście do Hetmana było równie zaskakujące, jak późniejszy Pana transfer do Finlandii. Co by jednak nie mówić, w Skandynawii spędził Pan ponad dziesięć lat. Z perspektywy swojej przygody z piłką, co uznałby Pan za swój największy sukces?

– Samą możliwość gry na najwyższym poziomie rozgrywkowym w innym  kraju uważam za duży sukces, na pewno moim atutem był brak poważniejszych kontuzji, co umożliwiło mi rozwijanie mojej pasji zarówno grając na pozycji bramkarza, a później przekazując pozyskaną wiedzę jako trener.

Kadra Hetmana obecnie jest jedną z najmłodszych w lidze. Średnia wieku nie przekracza dwudziestu lat. Co tak doświadczony bramkarz, jak Pan mógłby doradzić młodym adeptom piłki, którzy mierzą się z wieloma przeciwnościami i póki co okupują ostatnie miejsce w ligowej tabeli?

– Praca, praca i jeszcze raz praca, a do tego bardzo dużo cierpliwości, wyniki pojawią się same. Hetman zacznie w końcu wygrywać – wierzę w zespół Jarosława Czarnieckiego.

Myśląc Hetman… co jako pierwsze przychodzi Panu na myśl?

– Twierdza Zamość, czyli nasz niezdobyty stadion ze wspaniałymi kibicami, a odbiegając od tematu piłki nożnej Rynek Wielki w Zamościu. To miasto ma wszystko, aby piłka funkcjonowała na jak najwyższym poziomie. Życzę powodzenia Hetmanowi i wierzę, że w trzeciej lidze w przyszłym sezonie znajdzie się również miejsce dla biało-zielono-czerwonych.

fot. SMS Łódź