• ul. Królowej Jadwigi 8
  • 22-400 Zamość

  • tel. 533 697 006
  • e-mail: sekretariat@kshetman.zamosc.pl

  • nr konta: 36 1240 2816 1111 0010 6632 2190

Wierzę w awans

Z pierwszoligowych boisk wyniósł doświadczenie, które procentuje w każdym kolejnym sezonie. Kolejnym wyzwaniem Przemysława Żmudy ma być awans z Hetmanem do trzeciej ligi. Zapraszamy na rozmowę z nowym obrońcą, który przyjechał do Zamościa z Resovii. Z kapitanem Hetmana Zamość, Przemysławem Żmudą, rozmawia Mateusz Różycki.

Posmakowałeś już awansu do drugiej i pierwszej ligi z Motorem Lublin, awans z Hetmanem do III ligi powinien być dla Ciebie pestką.

Tylko w teorii. Każdy sukces jest miły. Nawet gdyby był to awans z jeszcze niższej ligi to i tak dawałby radość. W tym sezonie nie będzie łatwo, rywale nie położą się na boisku. Każdy zespół będzie chciał zrobić nam psikusa, więc na mecze z nami będą nastawiać się podwójnie. Balonik został nadmuchany, wiemy, o co gramy.

Jaki okres lub mecz uważasz za największy sukces w Twojej karierze?

Ciężko na gorąco ocenić. Mam na koncie wiele występów w pierwszej lidze. Wówczas rozgrywki te były bardzo ciekawe. Spadł Górnika Zabrze, rywalizowało się z Arką Gdynia, Lechią Gdańsk, Widzewem Łódź  czy Śląskiem Wrocław. Zwiedziłem kawał fajnych stadionów. Był to mój pierwszy epizod w pierwszej lidze i oceniam go jako fajny czas podczas mojej przygody z piłką. Na pewno były też mecze, w których grało się o coś więcej, na przykład w Pucharze Polski.

A propos  Pucharu Polski – jeszcze w 2014 roku grałeś w 1/8 finału tych rozgrywek ze Śląskiem Wrocław. Teraz przyszedł czas na IV ligę – nie zabraknie motywacji?

 Z pewnością nie zabraknie. Jeśli już powiedziałem, że będę coś robić, to wychodzę na boisko i robię to na sto procent. Taka jest praca piłkarza, że w żadnym momencie kariery nie może zabraknąć motywacji. Jeśli tak by się stało, zakładanie korków straciłoby sens. Występ w Pucharze Polski w barwach Stali Stalowa Wola był fajną przygodą i dobrym przykładem, żeby trenować i z czasem móc przeżyć podobne chwile.

Napotkałeś w swojej karierze na napastnika, który sprawiał Ci szczególne problemy?

Przewinęło się ich trochę. W każdym zespole z wyższych lig znajdują się groźni snajperzy. Zapadł mi w pamięć występ przeciwko Marcinowi Robakowi, kiedy grał jeszcze w Widzewie Łódź. Był też epizod przeciwko Robertowi Lewandowskiemu w pierwszej lidze z czasów Znicza Pruszków.

 Jak wspominasz mecze przeciwko Hetmanowi? Grając w Resovii, w bezpośrednich pojedynkach z Biało-Zielono-Czerwonymi wystąpiłeś dwukrotnie i nie straciłeś ze swoją drużyną ani jednej bramki. W 2015 roku w Zamościu było 4:0, na wiosnę 2:0 w Rzeszowie.

 To był inny Hetman. Drużyna miała ciężki okres, przegrywała sporo meczów. Z Resovią chciała rozegrać mecz bez większych strat bramkowych. Cieszę się, że klub się odradza i chce wrócić co najmniej do trzeciej ligi, bo tam jest jego miejsce. Organizacyjnie Hetman jest poukładany. Jestem przekonany, że odbije się też w kwestii sportowej.

 Jak oceniasz współpracę z trenerem Markiem Motyką i całym sztabem szkoleniowym?

 To doświadczony trener. Ma na koncie wiele meczów w Ekstraklasie i reprezentacji Polski. Nic, tylko się uczyć od niego. Na swojej drodze spotkałem sporo szkoleniowców, lepszych, gorszych, ale ze wszystkimi żyłem na dobrej stopie, za nikim nie palę mostów. Mam taką zasadę, a współpracę oceniam na razie bardzo dobrze.

 Treningi są ciężkie?

 Jest tak,  jak ma być. Przez pryzmat okresu przygotowawczego można ocenić, że jest ciężko, ale to czas na pracę. Trener Motyka to doświadczony trener i na pewno wie, kiedy odpuścić, by w drużynie była świeżość na ligę.

1-DSC_1038

 Masz żonę, dwoje dzieci. Założenie rodziny zmienia postrzeganie na piłkę?

 Na pewno. Jako młody chłopak mogłem bawić się w wyjazdy, zarabianie większych pieniędzy w innym miejscu, ale z czasem to się zmienia. Moje odejście z Resovii również miało związek z rodziną. Mogłem tam zostać, fajnie się współpracowało, ale aspekt rodzinny zadecydował, by być bliżej Lublina. Padło na Hetman.

Warunki do trenowania i pracy w Zamościu dorównują tym w wyższych ligach?

 Są nawet lepsze. Trenujemy na boiskach za Rotundą i wychodzimy na piękną naturalną trawę. Nie musimy błąkać się po sztucznych boiskach.

 Podoba Ci się miasto? Będziesz przywozić tu żonę i dzieci na zwiedzanie i mecze?

 Z Lublina do Zamościa nie jest daleko, więc niejednokrotnie zwiedzaliśmy miasto. Rodzina będzie prawdopodobnie na każdym meczu. Żona jest jednym z moich kibiców i stara się nie opuszczać moich występów. Do tej pory była na 90 procentach spotkań, w których grałem.

Masz myśli o końcu kariery? Organizm po trzydziestce daje o sobie znać, czy wszystko jest w porządku?

Nie mam takich myśli. Nie odczuwam swojego wieku, jest tak, jak było kiedyś. Żona nawet mówi, że wyglądam na coraz młodszego, z czego muszę się cieszyć (śmiech).

Kończąc rozmowę, czego życzyć podczas pobytu w Zamościu?

Na pewno zdrowia, aby ten sezon rozegrać bez kontuzji, a jeśli chodzi o zespół to na pewno awansu.

1-DSC_0910